1
Chciałbym ogłosić, że od dziś blog zostaje zamknięty. Prawdopodobnie na stałe, by z jego zgliszczy mogło powstać coś fajnego (tak, plany są konkretne). Myślałem, że uda mi się zrealizować moje “kulturalne” zamierzenia na helloworldzie, ale jednak by się rozwijać, trzeba iść dalej i czasem nawet zaczynać od nowa.
Do zobaczenia już wkrótce. Z hukiem!
PS: Dla miłośników wszystkiego, co związane z IT, też coś powstanie. Dla maniaków podglądania innych, również. Zachowajcie rss, albo czytajcie mojego blipa.
General 1 Komentarz
3
(Wpis sponsorowany. Formuła się powtarza, ale muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z faktu, że jestem inspirowany do pisania na ciekawe tematy, zgodne z tematyką owego bloga).
Obecnie dużo się mówi o odchodzeniu ludzi od książek, zwłaszcza w naszym kraju. Trzeba przyznać, że coś jest na rzeczy, bo statystyczny Polak zdecydowanie woli telewizję od lektury, a dzisiejsza dorastająca młodzież najczęściej czyta wyłącznie obowiązkowe, szkolne pozycje. Ludzie często narzekają, że przy popularnym obecnie toku życia i wykorzystywanym sprzęcie nie ma czasu na książki.
Dlatego też inni ludzie – ci, którzy chcą sprzedawać książki, żyć z nich – próbują iść im na rękę i wymyślić rozwiązanie, które zadowoli zajętych i zapracowanych. Wymyślono e-booki – książki, które czytamy na jakimś urządzeniu elektronicznym – komputerze, netbooku, tablecie, komórce – czy audiobooki – książki ’słuchane’, które właśnie przeżywają drugi boom – które z kolei są teoretycznie idealne do wypełniania luk w codziennym życiu. Można je słuchać w samochodowym radiu, poprzez empetrójkę w komunikacji miejskiej, a w domu… zawsze i wszędzie. Czy to faktycznie jest takie wygodne?
Teraz mówi… hm, wciąż ja :)
Osobiście słuchałem kilku audiobooków – i brak słowa “przesłuchałem” jest tutaj kluczowy. Jako wzrokowiec, przy każdej czytanej książce miałem problem z koncentracją – w pewnym momencie orientowałem się, że straciłem wątek, a w przypadku “niefizycznej” lektury ciężko jest odnaleźć miejsce, w którym to się stało. Tym niemniej, jest to ciekawa rozrywka.
Z Nexto postanowiłem spróbować zapoznać się z “Komórką” Stephena Kinga, jednego z moich ulubionych pisarzy, skupiającego się przede wszystkim na horrorach. Wspomniana powieść to ciekawie zaczynająca się historia o zarazie rozprzestrzenianej przez.. telefony komórkowe.
Dlaczego tylko ‘zaczynająca się’? Przez wspomniane problemy z koncentracją nie zdołałem przebrnąć dalej niż przez kilka rozdziałów. Wynikało to z prostego faktu – lektor w audiobooku musi się wczuwać w treść, grać kolejne role, cały czas zmieniać intonację głosu. Tymczasem Zbigniew Zapasiewicz może i ma przyjemny głos, ale gdy horror mnie usypia, to wiem, że coś jest nie tak.
Ale to tylko kwestia wyboru konkretnej książki. W końcu nikt nie broni posłuchać darmowego fragmentu ze sklepu przed kupnem. :)
Tym niemniej – wzrokowcy, uważajcie!
Konkurs!
Przy okazji opisywanej kampanii wraz ze sklepem Nexto i serwisem Blogvertising mam dla Was mały konkurs, w którym możecie otrzymać dowolne, wybrane przez was audiobooki z oferty nexto.pl.
Zasady rozgrywki są bardzo proste – proszę w komentarzach polecić ciekawych, ale mniej znanych, lubianych przez Was pisarzy science-fiction/fantasy. Do tego należy umieścić nazwę preferowanej ze sklepu Nexto książki. Pierwsze troje z Was, którzy uczciwie spełnią podane wyżej zasady, otrzyma później kod, zmieniający cenę wybranej pozycji do szalonego poziomu 0 złotych.
A ja czekam na propozycje, ciekaw jestem, co polecicie. :)
Kultura, Literatura 3 Komentarze
5
Na wstępie muszę powiedzieć, że moją empetrójkę opanowały starocie. Stare, piękne hity, które odkrywam z niezwykłym wręcz wzruszeniem, jakbym na nowo odkrywał ważne kawałki siebie z dzieciństwa. Nic nowego mnie tak nie rusza jak utwory, które kiedyś słuchałem bez ustanku, by je następnie zapomnieć. Dzisiaj będzie ich kilka, bo trzeba je pamiętać.
Wouldn’t It Be Good – tutaj trochę pokrętnie przypomniałem sobie ten utwór, bo dzięki bardzo charyzmatycznej przeróbce wykonanej przez Placebo. Tym niemniej dopiero oryginał Nika Kershawa przypomniał, dlaczego kawałek jest taki dobry. Świetny, prosty, diabelnie szybko wpadający w ucho motyw muzyczny, dzięki któremu treść utworu mogłaby nie być najlepsza, a on wciąż byłby świetny. A że i tekst jest co najmniej zastanawiający (i ma genialny refren), to jest to klasyk na szóstkę.
Lonely Day – jak nie znoszę System of A Down, tak ten kawałek mnie grzmoci wewnętrznie i zewnętrznie. Porządna rockowa robota bez grama amatorszczyzny, z prostym, trochę przygnębiającym, ale niezłym tekstem.
‘74-’75 – Wszyscy znają ten kawałek The Connels, nawet jeśli samą grupę niekoniecznie (zresztą, podobnie jak ja). Delikatna muzyka, równie przyjemny i delikatny wokal, a treść świetna. Utwór na wieki.
Plus, jeszcze jeden rockowy klasyk, na szybko: Lady in Black. Absolutnie genialna gitarowa zagrywka.
Trochę mnie przeraża, że ostatnio nic nowego, a naprawdę dobrego do mnie nie trafia. Okej, jestem zachwycony Ewą Farną, ale to podobny rodzaj zauroczenia, jak w przypadku SoKo. I na tym zakończmy sprawę, nastęnym razem, mam nadzieję, nie będę musiał też pisać tylko o klasykach.
PS Jakby nic Wam nie podpasowało, to dźwięk burzy z deszczem na pewno załatwi sprawę.
Kultura, Muzyka 5 Komentarze
2
Wpis sponsorowany, ale opinia już nie. :) Co jest ważne o tyle, że po seansie stwierdziłem, że “Awatar” to film, który zdecydowanie warto obejrzeć. Niewiele jest jeszcze dzieł kinematografii, które są w stanie podobnie zaczarować światem, niczym te, które miałem okazję widzieć w okresie wczesnego dzieciństwa. Tymczasem “Awatar” jest takim filmem – i już za to jego twórcom, reżyserowi Cameronowi, należy się chwała.
Seans w IMAX-ie zaczął się efektami z prawie wysokiej półki – 3D było widać :-), gdy główny bohater filmu, były marine Jake Sully wybudził się z hibernacji, przyleciał na obcą planetę, by pomóc wojsku wydobyć jej bogactwa naturalne… Był tylko jeden problem – Jake Sully, w wyniku wypadku, był kaleką i poruszał się na wózku inwalidzkim. Dlatego oczywiste jest, że nie złapał po prostu za karabin i nie począł wystrzeliwać tubylców. Dostał dużo ciekawsze zadanie – miał sterować tzw. “awatarem”, połączeniem niebieskiego tubylca z ludzkimi genami. Taka istota jest wyczuwalna dla tubylców jako obcy, ale jednak daje możliwość jakiejkolwiek integracji. Która jest konieczna, bo podbijany przez ludzi świat jest bardzo niebezpieczny…
Oczywiście nie będę zdradzał fabuły filmu, które w zasadzie jest jednym mankamentem filmu. Nie jest zła, ale jest przewidywalna, schematyczna i w zasadzie prosta. Nie zostało tu wymyślone praktycznie nic nowego – jakbyśmy żyli w takich czasach, w których znane nam jest wszystko i można tylko rozbudowywać klasyczne motywy walki dobra ze złem.
Ale… film wciąż jest zdecydowanie godny uwagi i urzekający. Z racji świata i istot, jakie został wytworzone na jego potrzeby. Jak wspominałem, zdecydowanie nie widziałem równie przekonującej wizji magicznego świata od czasów dzieciństwa – a z racji, że bardzo dużo filmowego czasu poświecono na jego przedstawienie, to warto by skupić się chociażby tylko na nim.
Dodatkowo można się zachwycić wieloma smaczkami, jakie widoczne są tylko dla tzw. dojrzałego widza, hollywoodzką (a więc niezawodzącą) grą aktorską i banalnym, ale przyjemnym wątkiem miłosnym. Nie wiem, czy można film uznać za arcydzieło – raczej nie, bo nie jest, uczciwie mówiąc, w żadnym calu, poza efektami, nowatorski. Mimo wszystko zdecydowanie warto go obejrzeć. I najlepiej w 3D, bo Awatar to jeden z tych filmów, w których to 3D naprawdę widać.
Film, Kultura 2 Komentarze
+
Tagi: avatar,
awatar,
cameron,
Film,
imax
Wpis sponsorowany – już dzisiaj o godzinie 21 macie okazję porozmawiać na chacie ze wspomnianym w ostatnim wpisie “magikiem od filmów 3D”, który pracował przy “Awatarze”. Z pewnością może on przekazać wiele ciekawych informacji odnośnie techniki kreowania obrazów “prawdziwie 3D”, różnic pomiędzy nią a “zwyczajnymi” efektami specjalnymi. Pamiętajmy w końcu, że dzisiejsze filmy pokazywane w IMAXie to już nie tylko kilka planów obrazu, ale wielopoziomowa głębia, dzięki której widz naprawdę może poczuć się jak “w obrazie”. Ciekaw jestem, jak to wygląda w “Awatarze”, bo dotychczas – w filmach, które widziałem podczas seansu trójwymiarowego – był to zwykle albo mały dodatek (niewykorzystany w pełni), albo prezentacja samych możliwości techniki.
Chat odbędzie się na odpowiedniej podstronie kina IMAX. Zadawajcie pytania – autorzy najciekawszych mogą dostać wejściówki na przedpremierowy seans filmu, który odbędzie się już jutro.
Film, Kultura Dodaj komentarz