Nie kłóć się ze mną – jestem fanboyem
{ 19.01.2009, 20:10 }
Tagi: fanboy xbox x360 ps3 konsole pc
Tak zwany “fanboy” to człowiek nie chcący używać w dyskusji żadnych argumentów, zadeklarowany fan (albo nawet fanatyk) jakiejś marki, chwalący ją wszędzie gdzie popadnie, nieustępliwy w swoich “przekonaniach” nawet w momencie, gdy rozmówcy grożą usunięciem “bojownika” ze strony.
Kiedyś być może fanboystwo było na swój sposób zabawne, bo było ewenementem. Obecnie jednak jest zjawiskiem nader częstym i nader irytującym. Powiem szczerze – osobiście nie znoszę fanboyów i każdy przejaw ich zachowania ucinałbym z miejsca, najlepiej włącznie z głową rozmówcy.
Z czego wynika fanboystwo? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba sięgnąć do elementarnego spostrzeżenia – fanatyczni fani jakiegoś produktu to zwykle… dzieciaki. Ni mniej ni więcej, ale ludzie młodzi, czy to zafascynowani kampanią jakieś produktu (i wskutek tego nim samym), czy też po prostu jego właściciele, chcący być pewni w stu procentach, że posiadana przez nich rzecz jest najlepsza ze wszystkich.
Być może łatwo byłoby żyć z takim przeświadczeniem, gdyby taki osobnik żył sam – jednak ludzie – nawet nałogowi fani czegokolwiek – są istotami stadnymi i, chcąc nie chcąc, spotykają się z innymi. Fanboye wśród szkolnych kolegów to jeszcze nie tragedia – po pierwsze, jest spora szansa, że koledzy mają taki sam produkt co my, a nawet jeśli nie, to dziecięce kłótnie raczej do niczego konkretnego nie doprowadzą. Ewentualne kilka siniaków też nie jest niczym strasznym…
Tyle, że dzisiejszy świat to także świat Internetu, pozornie anonimowy, w którym ludzie są co najmniej tak różni, ile jest możliwości komunikacji pomiędzy nimi. Czyli ogrom. Co gorsza, często ludzie nie są mili, co znaczy, że nie muszą się z nami zgadzać. Jak można na to pozwolić?
Fanboye są jak dla mnie (z racji branży, w której się głównie obracam) najbardziej widocznie w dziedzinie… rozrywki multimedialnej. Na rynku królują trzy maszyny do grania – klasyczny komputer i “next-genowe” PlayStation 3 i Xbox 360. Wskutek czego aż trzy “pola bitwy”…
Kiedyś zdecydowanie nie było tak widocznego tutaj problemu fanboystwa dzięki temu, że po pierwsze, zdecydowanie rządziły PC’ty, ponadto każda konsola miała swoje specyficzne gry, które miały swoich oddzielnych fanów – nie było punktu zapalającego dla konfliktów.
Tymczasem obecnie większość gier wydawana jest albo na wszystkie platformy, albo na tandem X360/PS3, ewentualnie PC/X360. Co prowadzi do tego, że ludzie muszą się kłócić, czyja konsola obsługuje gry najlepiej. Mamy tutaj zarówno odwieczny problem “lepsza jest zamknięta czy rozbudowywalna platforma”, jak i wiele nowych, w stylu “na PS3 jest lepsza rozdzielczość tu i tu”, a “na X-e mamy AA, którego brak u konkurencji”. Mogłoby się wydawać, że może królować tutaj komputer osobisty, który zawsze może mieć najwyższą rozdzielczość i efekty, ale prawa rynku nie pozwalają na taki prosty stan rzeczy, ograniczając wydawanie gier na poszczególne maszynki growe.
Młodzi ludzie często mają to do siebie, że jak już coś kupią/dostaną, to chcą być z tego stuprocentowo zadowoleni. Odbijają to sobie na utwierdzaniu w wyższości siebie i innych, jak już wspominałem. Problem byłby marginalny, ale niestety nie jest, gdyż coraz więcej osób stać na konkretne maszynki i coraz więcej osób “walczy” o ich “godność”.
Plaga fanboystwa jest przerażająca. W polskiej blogosferze zaraża coraz więcej serwisów – zjawisko to jest bardzo widoczne na przykład w blogach Grrr.pl należącym do Blomedii oraz w GameCornerze Agory. Co druga aktualność na tematy konsolowe (ale i nie tylko) jest dopadana przez ludzi, którzy wykorzystują sytuację i żrą się nawzajem. Wyklucza to jakąkolwiek dyskusję i zniechęca do jakiegokolwiek komentowania materiałów.
Dlatego też uważam, że fanboystwo należy tępić. Ostro i bez pardonu – ten problem wyrósł w tej skali dopiero teraz i powinien zostać rozwiązany jak najszybciej, bezkompromisowo, bo im bardziej się rozszerza, tym szybciej upada poziom dyskusji i rozmaitych rozmów. A tego nikt nie chce, prawda? Dlatego, nawet kosztem usuwania komentarzy i ucinania wątków apeluję o walkę z tym, co miejmy nadzieję, tylko mignęło i zaraz będzie można o tym zapomnieć.
Podobne wpisy:- Czy proces tworzenia contentu jest contentem? Czy jednostki tworzące są normalne?
- Wikipedia kontra opieszała Neostrada
- Fallout 3 – Van Buren – Alpha dla mas!
- Upadek potęg
- Ceny, ceny, ceny
Gry, Kultura, Przemyślenia | Trackback

dodaj bloga do czytnika RSS



Stało się – i ja dołączyłem do testów platformy reklamowej przeznaczonej dla blogów i małych serwisów, czyli
Styczeń 19th, 2009 at 9:03 pm
Kiepskie cycki ;-)
Eh, właśnie z takimi ludźmi najciężej się rozmawia, albo w ogóle egzystuje – bo albo fanatycznie bronią swojej racji, albo narzucają ją innym :P
Styczeń 20th, 2009 at 10:15 am
Od Grrr.pl zwiałem właśnie ze względu na jarmarczne komentarze gówniarzerii. Tego już się nie dało wytrzymać i blog poleciał z RSS w długą. Z tym że nie ganiłbym ludzi zbytnio – stado, to stado – robi dokładnie to, na co mu się pozwoli. Gdyby szanowna redakcja po prostu jasno określiła, co wolno a czego nie wolno w komentarzach i co będzie bezlitośnie cięte, zapewniam, że nie byłoby problemu. Ew. zrobić jak na Polygamii – rejestracja jeśli chcesz dyskutować i to jest skuteczna bron na kiddies.
Styczeń 20th, 2009 at 4:38 pm
CoSTa – zdecydowanie się zgadzam, właśnie to miałem na myśli akonto “tępienia” – jeśli nie zainteresuje się tym redakcja/administracja, to nie ma co liczyć na jakiekolwiek efekty. Zwłaszcza, że ludzie w Internecie to właśnie takie “stadko” – dopiero po roku/dwóch bytowania w nim uczą się, czego robić się nie powinno.
Polygamia zrobiła bardzo dobry ruch i tak samo teraz planuje Gamecorner (w końcu oba są z Agory) – zobaczymy, czy to przejdzie, bo w ankiecie dot. tego zjawiska mogą głosować niezalogowani :)
Luty 22nd, 2009 at 3:53 pm
Z niemałą irytacją czytałem przed chwilą fragment artykułu oraz urywki z komentarzy. Właśnie to, co tutaj opowiadacie, przyjaciele, nazywane jest w stronnictwach inteligenckich – rezonerstwem. Wy, ludzie mniej wykształceni, albo po prostu źle potraktowani przez własne państwo (szczędzące środki na edukację) – wymyślacie sobie słowa typu, właśnie: fanboy (alias fangirl), plonk, troll albo wręcz irracjonalnie posługujecie się jakimś niemającym żadnych naukowych podstaw prawem Godwina. Nie czuję do tego urazy, owszem nasz język jest z lekka sponiewierany topornym wydźwiękiem, ale co za dużo – to jednak – trochę zbyt dużo (nie mylić z przysłowiem ,,co za dużo, to niezdrowo”.
Pozdrawiam, VerKruger.
Luty 22nd, 2009 at 4:07 pm
VerKruger – akurat termin “fanboy” jest wyrażeniem istniejącym w otoczeniu blogowym od stosunkowo długiego czasu i wydaje mi się, że całkiem nieźle odróżnia fanatyka posiadanej przez siebie maszyny/gry/etc. od innych maniaków.
Użyłem go w tekście ze względu na to, że jest powszechnie używane przy komentarzach dotyczących wydarzeń, o których piszę. Wskutek tego ludzie również obeznani z tematem już patrząc na sam tytuł artykułu wiedzą o co chodzi.
Nie wydaje mi się, żeby było to efektem gorszej edukacji, przez którą nie moglibyśmy dobrać bardziej adekwatnego określenia.
Moim zdaniem akurat tutaj prawo Godwina ma jak najbardziej zastosowanie, jakbyś widział, jak duża jest skala problemu, podejrzewam, że stwierdziłbyś podobnie jak ja. I przy takich tematach jak “fanboystwo” nie podpieram się o naukowe podstawy, ale zwyczajnie o wygodną i przyjazną komunikację pomiędzy ludźmi. Czy jest to gorsze? Nie próbuję niczego udowodnić, ale zwracam uwagę na problem.
Luty 22nd, 2009 at 4:49 pm
Drogi VerKrugerze, czy Ty nie robisz tego samego? Czy Ty również przypadkiem nie uprawiasz, jak to się w stronnictwach inteligenckich nazywa, rezonerstwa?
Wydaje się, że tak.
W sposób iście obcesowy szufladkujesz, określasz i wyniośle krytykujesz konkretną grupę ludzi, z tą różnicą, ze ich nie nazywasz.
Jednak to tak naprawdę żadna różnica.
Język jak język, służy głównie do nazywania i określania, co robiono od zarania dziejów.
Owszem niektóre nazewnictwa mogą się wydać porównywalnie nieco mało estetyczne, ale takie procesy w mowie zawsze zachodziły. Nic nowego.
Obawiam sie, że zniżyłeś sie do naszego poziomu, do poziomu osób mniej wykształconych czy też jak określiłeś, poszkodowanych przez państwo.