Proste gry podbiją świat
{ 29.01.2009, 13:50 }
Tagi: casual, Gry
Przykład gry prostej, lekkiej, przyjemnej: Mario Kart Wii.
Można twierdzić, że jest to dobre, można, że jest złe. Pozostaje to jednak faktem – prostsze gry ostatnimi czasy dramatycznie zdobywają popularność. Przyjęło się określać je nieprzetłumaczalnym mianem „casuali”, mającym oznaczać gwarancję prostej, niestresującej zabawy, której łatwo jest się nauczyć.
Ruch ten odnosi naprawdę rewelacyjne efekty – widać to na listach sprzedaży. Czy można więc wyciągnąć wniosek, że gracze nie chcą trudnych, skomplikowanych tytułów?
W zasadzie, można by się nad tym zastanowić. W końcu wracający do domu, zmęczeni po pracy ludzie, którzy wcześniej temu mieli czas i możliwości na nałogowe granie, teraz mogą już go nie mieć, wskutek czego sensowniejsze wydaje się wydawanie dla nich tytułów, w które będą mogli pograć z marszu, bez pośpiechu.
Jednak… nie w tym rzecz stoi. Gry casual stały się bardzo popularne, bo przyciągnęły do siebie wielu ludzi, którzy po prostu wcześniej nie grali wcale (albo grali bardzo małe). To oni nakręcają sprzedaż, są to chociażby gospodynie domowe klikające w Zumę czy małe dzieci, chcące prostych platformówek.
Mam wrażenie, że branża trochę opacznie to wszystko dostrzega. Wskutek powyższego producenci gier uznali, że nowoczesne gry muszą być upraszczane. Wszystkie, nie tylko casuale. Nieistotne przy tym jest, czy uznali tak dlatego, że gracze nie mają czasu, czy (co bardziej prawdopodobne) chcą trafić także z „dużymi”, dochodowymi markami do wspomnianych gospodyń. Grunt, że takie podejście jest błędne, bowiem „starzy” gracze dostają nie te tytuły, których oczekują. Zjawisko nie jest dramatyczne, jednak patrząc choćby na nowego Prince’a czy Fallouta widać, że postępuje i postępować będzie.
Branży trzeba szybko uświadomić, że to co jest przeznaczone dla wszystkich, może być tak naprawdę do nikogo, a utrata „profesjonalnych”, poświęcających na granie masę czasu graczy zaboli ich najbardziej.
Od zawsze dało się rozróżnić gry proste, mini (zręcznościówki dla dzieci, tzw. minigry, etc) od „dużych”, trudnych (sporo gier akcji, przede wszystkim strategie, cRPG etc). I mam nadzieję, że tak pozostanie – bo osobiście lubię obie rodzaje rozrywek – i taką, przy której mogę usiąść do gry na 15 minut, jak i taką, na którą poświęcam cały (ty)dzień. Nie chciałbym, żeby różnice pomiędzy nimi zanikły, jak sądzę, wielu podobnych mi graczy.
Podobne wpisy:- Ubisoft udostępnia gry za darmo
- Gwiazdka zapalona…
- Gry planszowe
- Pokaz “Avatara” w kinie IMAX
- CDA na Gwiazdkę
Gry, Przemyślenia | Trackback





Stało się – i ja dołączyłem do testów platformy reklamowej przeznaczonej dla blogów i małych serwisów, czyli
Zostaw komentarz
Jeśli po dodaniu nie widzisz swojego komentarza, a nie wyskoczył żaden komunikat błędu - nie dodawaj go ponownie, prawdopodobnie trafił pod skrzydła moderacji i zostanie dodany przy przejrzeniu oczekujących przez autora bloga.
Irytuje Cię konieczność wpisywania danych przy każdej próbie komentowania? Zarejestruj się!