Z życia studenta #1
{ 15.12.2009, 16:33 }
Minęły już dwa pełne miesiące studiowania, więc wypadałoby coś naskrobać. Gwoli przypomnienia, wpadłem na Wydział Informatyki Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych, którą to uczelnię dość dokładnie poznałem w okresie licealnym (wyjścia i zwiedzanie, a nawet szkolenie), dzięki czemu mogłem… się zachwycić. Co mi się podobało? Dobry sprzęt, motywy z Japonii ;-), informatyka na poziomie praktyki, a nie tylko i (prawie) wyłącznie teorii, wydająca się przyjazną atmosfera, czy wreszcie wydziały artystyczne i kulturowo-japońskie, które dają jakąś nadzieję na względną chociaż normalność. Co mi się nie podobało, to oczywiście pieniądze, jakie trzeba uczelni oddawać… Co się na pewno zwróciło, dzięki temu, że udało się dostać pewne miłe stypendium unijne. ;-)
A teraz, konkrety. Jeśli chodzi o poziom merytoryczny, jestem jak na razie bardzo zadowolony – nauka zaczęła się od ostrego katowania programowania (w moim przypadku w zasadzie tylko zaliczania ćwiczeń/projektów, ale zdecydowanie nie przyszedłem tutaj, w końcu, na świeżo). Matematyka, która nie jest moją bardzo mocną stroną – nad czym od zawsze ubolewam – jest tutaj prowadzona w taki sposób, że jest niezwykle interesująca (przynajmniej ta dyskretna ;-). Tzw. “odchamiacze” to Podstawy Prawne Biznesu oraz Historia i Kultura Japonii – oba przydatne, to drugie prowadzone przez przesympatycznego Japończyka, niestety po tych dwóch miesiącach już tak się nie wysypiam, że niespecjalnie uczęszczam na wykłady zeń. Obiecuję sobie poprawę – szkoda tylko, że już niewiele czasu zostało do końca semestru.
Sprzęt, na który się wcześniej napatrzyłem, jest dobry, ale… nie ma jak się nim pobawić. Przynajmniej na razie. Komputery dostępne w salach, są, hm… wystarczające do tego, co na nich robimy, więc do niczego wymagającego. Maki, na których pracowałem podczas szkolenia z grafiki na potrzeby Internetu, nie są dla nas dostępne (intuicja mi mówi, że to się może zmienić, kiedy będziemy mieli przedmioty związane z grafiką). Podobnie studio nagraniowe (podobne tyle osób/zespołów tam wali, że dostanie się graniczy z cudem), nie wspominając o jakże efektownych robotach czy skanera 3D, których w tym roku nie miałem nawet okazji zobaczyć. Może z czasem, gdy się poorganizuję na tyle, żeby pochodzić na spotkania ciekawych kółek/dodatkowe zajęcia, sytuacja się zmieni. Najpóźniej w II semestrze, bo dlaczego by nie?
Szkoła daje wielką szansę nauczenia się języka japońskiego – niestety, w wyniku perturbacji organizacyjnych, jak podejrzewam, będzie to możliwe dopiero od wspomnianego II sema – nie ma mowy, żebym odpuścił taką okazję.
Cały czas też zastanawiam się (obecnie wciąż tylko zastanawiam – ech ;-), czy możliwe jest dopisanie do zajęć odbywających się w ramach nauki na Sztuce Nowych Mediów (czyli wylęgarni artystów), bo nigdy nie uważałem się za stricte ścisły umysł, przez co moja pasja tworzenia i kreacji nie ma gdzie się realizować. Kodzenie, kodzenie, kodzenie… ile można kodzić?
Wszystko to wiąże się z powrotem do trudnego, bo szkolnego trybu życia, który pomimo baaardzo znacznego ułagodzenia – czasem da się odpocząć ;-) – wciąż jest męczący i dla mnie antyproduktywny, przez co moje projekty suną baardzo powoli, żeby nie powiedzieć, że cały czas na etapie koncepcyjnym. Samo projektowanie bardzo mnie zajmuje – dopracowuję różne szczegóły tygodniami, chociaż już dawno mógłbym/powinienem był zacząć działać. Bo ja wiem, chyba mi muzy/motywacji brakuje?
Podobne wpisy:
dodaj bloga do czytnika RSS






Stało się – i ja dołączyłem do testów platformy reklamowej przeznaczonej dla blogów i małych serwisów, czyli
Styczeń 27th, 2010 at 11:10 pm
Zazdroszczę.
Losowy internauta z Eiti na politechnice warszawskiej (infa ofc) reporting in.
U nas tona matmy, fizy, mało programowania :(
Wszyscy znajomi chociaż trochę wyklinają ten wydział. Musiałem skomentować, tak bardzo odzwyczaiłem się od pozytywnych komentarzy na temat studiów. Chcę do polsko-japońskiej D:
Luty 1st, 2010 at 6:55 pm
:) Pozytywne komentarze u nas też nie są, wbrew pozorom, elementem stałym… tym niemniej widać tu różnicę w porównaniu do szkół państwowych. Tylko, nie da się ukryć, że odbywa się to sporym kosztem (który właśnie może być bolesny przy okazji sesji).