“Awatar” – relacja z pokazu
{ 24.12.2009, 14:52 }
Wpis sponsorowany, ale opinia już nie. :) Co jest ważne o tyle, że po seansie stwierdziłem, że “Awatar” to film, który zdecydowanie warto obejrzeć. Niewiele jest jeszcze dzieł kinematografii, które są w stanie podobnie zaczarować światem, niczym te, które miałem okazję widzieć w okresie wczesnego dzieciństwa. Tymczasem “Awatar” jest takim filmem – i już za to jego twórcom, reżyserowi Cameronowi, należy się chwała.
Seans w IMAX-ie zaczął się efektami z prawie wysokiej półki – 3D było widać :-), gdy główny bohater filmu, były marine Jake Sully wybudził się z hibernacji, przyleciał na obcą planetę, by pomóc wojsku wydobyć jej bogactwa naturalne… Był tylko jeden problem – Jake Sully, w wyniku wypadku, był kaleką i poruszał się na wózku inwalidzkim. Dlatego oczywiste jest, że nie złapał po prostu za karabin i nie począł wystrzeliwać tubylców. Dostał dużo ciekawsze zadanie – miał sterować tzw. “awatarem”, połączeniem niebieskiego tubylca z ludzkimi genami. Taka istota jest wyczuwalna dla tubylców jako obcy, ale jednak daje możliwość jakiejkolwiek integracji. Która jest konieczna, bo podbijany przez ludzi świat jest bardzo niebezpieczny…
Oczywiście nie będę zdradzał fabuły filmu, które w zasadzie jest jednym mankamentem filmu. Nie jest zła, ale jest przewidywalna, schematyczna i w zasadzie prosta. Nie zostało tu wymyślone praktycznie nic nowego – jakbyśmy żyli w takich czasach, w których znane nam jest wszystko i można tylko rozbudowywać klasyczne motywy walki dobra ze złem.
Ale… film wciąż jest zdecydowanie godny uwagi i urzekający. Z racji świata i istot, jakie został wytworzone na jego potrzeby. Jak wspominałem, zdecydowanie nie widziałem równie przekonującej wizji magicznego świata od czasów dzieciństwa – a z racji, że bardzo dużo filmowego czasu poświecono na jego przedstawienie, to warto by skupić się chociażby tylko na nim.
Dodatkowo można się zachwycić wieloma smaczkami, jakie widoczne są tylko dla tzw. dojrzałego widza, hollywoodzką (a więc niezawodzącą) grą aktorską i banalnym, ale przyjemnym wątkiem miłosnym. Nie wiem, czy można film uznać za arcydzieło – raczej nie, bo nie jest, uczciwie mówiąc, w żadnym calu, poza efektami, nowatorski. Mimo wszystko zdecydowanie warto go obejrzeć. I najlepiej w 3D, bo Awatar to jeden z tych filmów, w których to 3D naprawdę widać.
Podobne wpisy:






Stało się – i ja dołączyłem do testów platformy reklamowej przeznaczonej dla blogów i małych serwisów, czyli
Styczeń 6th, 2010 at 4:16 pm
nie awatar tylko avatar lol
Styczeń 7th, 2010 at 1:16 am
A bo to tłumaczyć nie można? ;)