+
Tagi: crpg,
diablo,
divinity,
Gry,
rpg
W okolicach roku 2003 świat gier został zaskoczony przez nieznaną nikomu firmę Larian Studios, która to wydała cRPG. Z czymże, erpeg ten nie był „hardcore’owy” w takim sensie, do jakiego przyzwyczaiły graczy inny tytuły spośród tego gatunku, ale nie był też taki prosty jak gry pokroju Diablo. Chociaż ostatecznie przypięto mu plakietkę ‘hack-and-slash’, ale nie bez sprzeciwów.

Dlaczego tak się stało? Bowiem Divine Divinity, jak owy erpeg się zwał, miał bardzo uproszczone statystyki, niewielką liczbę klas, jedną rasę do wyboru (ludzkość) i ogólnie rzecz biorąc, nie starał się być czymś excelo-podobnym. Oferował za to niezwykle przyjemną walkę, sporą liczbę modyfikowalnych umiejętności oraz dziesiątki przedmiotów. Wypisz, wymaluj – Diablo, albo inne Dungeon Siege. Sprawę utrudniało tylko to, że poza tym wszystkim Divinity zaserwował ogromny, rozbudowany świat, ogromną liczbę różniących się postaci, wchodzących we wzajemne relację, kupę dialogów i, chociaż lekko stereotypową, to jednak ciekawą i na pewno rozwiniętą ścieżką fabularną. Raczej niespotykane cechy w grach typu ’siecz i rąb’, za to kojarzące się na przykład z niezapomnianym cyklem Ultima.
Nieznane dzieło Larianu nie zachwycało od razu – było raczej brzydkie (chociaż po pewnym obyciu z grą, ręcznie rysowany świat robił bardzo pozytywne wrażenie), na swój sposób męczące, wymagające przyzwyczajenia. Sam zaczynałem w niego grać kilkakrotnie, zanim wciągnąłem się na dobre. Potem już wiedziałem, że było warto. (…)

Gry, Kultura Dodaj komentarz
1
Tagi: anime,
appleseed,
dragon ball,
k-on!

Nazbierało się tego trochę od ostatniego razu, dlatego też chciałbym opisać kilka mniej czy bardziej arcy- dzieł spod znaku anime. Te japońskie “kreskówki” ostatnio zdecydowanie przeważają liczbowo filmy, które oglądam – jakoś tak jest, że dużo łatwiej przyciągają i znacznie częściej oferują godziwą rozrywkę.
Dragon Ball Kai

Po pierwsze, postanowiłem sobie przypomnieć czasy niezapomnianego shounen “Dragon Ball”, oglądanego w iście koszmarnych warunkach, bo z polskim lektorem nałożonym na francuski dubbing, do tego w pełni ocenzurowanym, ale jednocześnie były to warunki o tyle świetne, że w ogóle dawały możliwość zapoznania się z tym wspaniałym anime – nawet dzisiaj jest to w Polsce bardzo niszowe zjawisko, chociaż i tak bardzo wiele dobrego się na jego rynku stało.
Wspomniany “Kai” to remasterowana wersja starej, dobrej “Z-tki” – z całkowicie nową oprawą dźwiękową i lekko poprawioną grafiką – między innymi pogrubiono kontury postaci i wzmocniono efekty fajerwerków widocznych na ekranie – a także z wyrzuconymi “fillerami”, czyli scenami, które nic nie wnosiły do fabuły, a były wprowadzane, by to, co najciekawsze, zachować do następnego odcinka. Dzięki temu wszystkiemu serial ogląda się niezwykle wręcz przyjemnie, przypominając sobie dawne czasy rządów pamiętnego RTL7. :)
K-ON!

Anime to odkryłem przypadkiem, znalazłem gdzieś w Sieci ładną rozpiskę anime ukazujących się w wakacje, gdzie zaciekawił mnie wizerunek słodkiej dziewczynki z gitarą. Okazało się, że seria opowiada o uczennicach liceum, które postanawiają założyć szkolny band (w ramach Klubu Lekkiej Muzyki). Anime opowiada nie tyle o ich muzyce (jest ona w zasadzie dodatkiem), ale o życiu i perypetiach uroczych bohaterek – Yui i jej siostry Ui, Ritsu, Mio, Tsumugi i Azusy Jest to opowieść niezwykle infantylna, bardzo niewinna i wręcz dziecinna – ale z jakiegoś powodu nie mogłem się od niej oderwać i raz w tygodniu, do czasu zakończenia serii, miałem raz w tygodniu zapewniony “cute overload”. Odprężające, chociaż raczej jednorazowe. :)
Appleseed i Appleseed Ex Machina

Dla odmiany teraz dwa filmy, a nie seriale. Appleseed osadzony jest w świecie po trzeciej wojnie światowej – nie są tutaj jednak widoczne opuszczone, spopielone pustynie, ale Olimp, będące miastem-utopią, wybawieniem dla ludzkości. Ale nie tylko ludzkości – aby nie dopuścić do kolejnej wony, postanowiono stworzyć bezuczuciowe androidy, by stopniowo zasiedlać nimi Olimp, aż wreszcie zastąpić nimi ludzkość w stu procentach.
Historię obserwujemy z punktu widzenia Deunan – młodej bojowniczki, której nieodłącznym towarzyszem w walce (już od czasów III wojny) jest Briaeros – mężczyzna, który po odniesieniu niezwykle poważnych ran został umieszczony w bardzo wytrzymałej, częściowo organicznej zbroi, jednocześnie pozbawiając się zewnętrznych aspektów człowieczeństwa.
Głównym motywem Appleseed jest pytanie, czy w świecie, który ma przetrwać, jest miejsce na człowieka, i czy jego twory (dzieci?) – androidy, mogą o tym decydować. Ale w końcu one podejmują wyłącznie racjonalne, sensowne decyzje, a ludzie kierują się emocjami, są nierozważni.
Anime jest jednym zdecydowanie bardziej lekkie, niż mogłoby się wydawać – jego twórcy skupili się w nim raczej na bardzo efektownych (tworzonych z dodatkiem trójwymiaru) scenach walk, ataków terrorystów i tym podobnym akcjom. Ex Machina, które jest stosunkowo świeżym tytułem, można z tego powodu polecić nawet fanom efektownego kina akcji, którzy nie będą zwracali na drugie, bardziej skłaniające do myślenia tło.
W następnym artykule dot. anime skupię się na filmach Miyazakiego – dopiero zapoznaję się z jego baśniami i zbieram się do opisania wrażeń zeń. Trwajcie więc w gotowości :)
Film, Kultura 1 Komentarz
+
Tagi: os,
personalizacja,
system,
windows
Jak wiecie, już dłuższy czas korzystam z wersji Release Candidate systemu Windows 7 – radzi on sobie na tyle dobrze i na tyle lepiej od XP z pracowaniem na moim komputerze, że mam tutaj już opracowane całe, konieczne środowisko.
Wygląd

Tutaj małe zaskoczenie – nie korzystam z żadnego systemu stylowania systemu, bo… nie ma jeszcze czegoś, co by dobrze działało, dlatego wolę poczekać. Poza tym, siódemka jest nawet estetyczna, da się do niej przyzwyczaić. Do nawigacji używam przede wszystkim słynnego “SuperBara”, dodatkowo mam małego ObjectDocka po prawej stronie systemu, do tego Rainmetera, działającego jako lista zadań do zrobienia + mały widget pokazujący okładkę aktualnie odtwarzanej płyty, 7stacks do szybkiego wyświetlenia zawartości folderów – aktualnie używam go do odpalania gier – i to by było na tyle. Podoba mi się w Siódemce to, że można dowolnie modyfikować kolor okien i paska zadań, dzięki czemu łatwo się go dostosowuje pod nową tapetę.

Koderka, pisanina, grafika
Bez zaskoczenia, czy rewelacji, bo korzystam bezproblemowo z wszystkiego, czego używałem i na XP. To znaczy – Visual Studio C++/C# Express, DirectX SDK, OgreSDK, Total Commander – (FTP, a co za tym idzie, także skrypcenie w PHP), Notepad++.
Do pisania i wszelkich innych prac “office’owych” używam pakietu OpenOffice i raczej nie narzekam (przynajmniej jeśli chodzi o Writera czy Calca), poza tym własnej roboty mini-programik FastNote, od niedawna także Windows Live Writera – bardzo wygodne narzędzie do pracy z blogiem. Do grafiki – tylko i wyłącznie Paint.NET, z którego i tak nie potrafię wiele wyciągnąć. :-)

Rozrywka
Narzekałem niegdyś na to, że uruchamianie gier na pececie nie jest tak wygodne jak na konsoli – obecnie zbieram wszystkie skróty w jednym folderze i odpalam zeń tytuły w dwojaki sposób – otwierając po prostu odpowiednie okienko Eksploratora, albo rozwijając Stacka (patrz 2 punkty wyżej). Jest to satysfakcjonujące dla mnie rozwiązanie, bo nie wyobrażam sobie zaśmiecania pulpitu masą ikon. Myślałem też o docku tylko dla gier, ale uznałem to za niepotrzebną ilość roboty i niekoniecznie najwydajniejsze rozwiązanie.
Do katalogowania i prostej obróbki zdjęć używam nieustannie wspaniałej Picasy od Google – obecnie już w wersji 3. I nawet nie odczuwam specjalnie potrzeby posiadania iPhoto (zwłaszcza, że ten Apple’owy twór nie pozwala zachować ładnego układu folderów ze zdjęciami, co jest dla mnie podstawą). :)
Do muzyki na XP używałem rosyjskiego programu AIMP2, skądinąd świetnego i “klasycznego”, ale na W7 trochę za długo jak dla mnie się odpalał. Dlatego też, na razie patrzę natywnie i używam Windows Media Playera w wersji 12, także do filmów. Daje radę, szkoda tylko, że spacja weń nie pauzuje odtwarzania, a film nie może automatycznie odtwarzać się na pełnym ekranie.

Słucham też radia internetowego poprzez program Screamer Radio. :)
Komunikuję się poprzez Konnekta – o dziwo działa bezproblemowo na siódemce (na Viście, którą chwilę testowałem, miałem z nim kłopoty), sieć zwiedzam w Firefoksie.
I tak sobie myślę, że to byłoby mniej więcej na tyle – w następnej części zwrócę uwagę na ogromne ilości mniejszych programów-tooli, z których korzystam sporadycznie, a jednak są niezastąpione. :)
Inne, Oprogramowanie, Przemyślenia Dodaj komentarz
2
Tagi: bieszczady,
góry,
wyjazdy,
zdjęcia
Spędziłem tydzień w Bieszczadach i jak przeciętny człowiek, nastukałem masę zdjęć cyfrówką. Przeprowadziłem wstępną selekcję dubli i bubli, zmniejszając ich liczbę do 221, a następnie dość losowo przeprowadziłem wybór wrażeń na bloga – w liczbie trzydziestu czterech. Zapraszam do obejrzenia. :)
Inne 2 Komentarze
3
Chyba każdego gadżetomaniaka kręci koncepcja postępującej cyfryzacji świata, mającej na celu ułatwianie życia – i jest to zarówno koncepcja wykorzystania ścian jako wielkich ekranów zamiast różnego rodzaju odbiorników, sterowanie ruchem ręki rodem z “Raportu mniejszości”, czy coś, co nazwałbym “otagowaniem” rzeczywistych przedmiotów.

Jakie są główne zalety opisania i oszufladkowania rozmaitych danych? Możliwość szybkiego wyszukania tego, co jest nam potrzebne, natychmiastowy skrót informacji na konkretny temat, grupowanie podobnych plików czy wiadomości za sprawą jednego kliknięcia – wygoda, dzięki której wręcz nie trzeba znać niczego, bo szybciutko można znaleźć na temat czegokolwiek wszystkie potrzebne do skorzystania zeń informacje (lekko hiperbolizując, oczywiście).

Osobiście ta koncepcja bardzo mi się podoba. Ostatnie dobre przedstawienie tego pomysłu, jakie mi się przypomina, to “Computer Brain Interface” z nawiązującego luźno do uniwersum gry Half-Life filmiku “What’s in the box?” – przedstawiony tam sprzęt to coś nakładanego na twarz (prawdopodobnie specjalne okulary z ekranami + słuchawki), potrafiący natychmiastowo ułatwić kooperację ze światem, na przykład – identyfikując telefony.

Tymczasem niedawno ASUS zaprezentował” “Seamless Experience” – specjalną powierzchnię, wyświetlającą informację na temat położonych nań przedmiotów. Także identyfikuje komórki, ale dodatkowo opisuje cechy kubka z napojem (temperatura), etc.
Dochodzi do tego jeszcze opisana przez Marcina Szepczyńskiego na Playr “przeglądarka rzeczywistości” – Layar – mająca dodawać informacje do świata widzianego przez obiektyw aparatu telefonu komórkowego. Pomysł genialny w swojej prostocie – wyświetlona mapka Google powie nam wprawdzie, gdzie są najbliższe kina/restauracje, ale widząc strzałkę na obrazie, który widzimy dokładnie przed sobą, ujrzymy to jeszcze dokładniej.

Patrząc na te wszystkie rozwiązania widać, że powoli zbliżamy się do tego, że technologia wypełni kolejne luki w umilaniu życia człowieka. Zapewne niektórzy ludzie będą protestować twierdząc, że korzystając z podobnego sprzętu powoli zmieniamy się w jakiś rodzaj cyborgów – ale moim zdaniem szykują się nam kolejne, naprawdę fajne udogodnienia.
Kultura, Przemyślenia, Web 3 Komentarze