3
Jest już Steam od Valve’a, jest EA Store od EA, Blizzard w swoim sklepie, a obecnie Battle.net umożliwił ‘rejestrowanie’ swoich gier za pomocą kluczy i pobieranie ich gdziekolwiek, jest też trochę innych, podobnych inicjatyw, a niektórzy mówią, że cyfrowa dystrybucja gier komputerowych jest przyszłością i jednocześnie największą przewagę PC nad konsolami.
Jeśli o mnie chodzi – do takowej dystrybucji podchodzę nad wyraz sceptycznie. W niektórych sprawach jestem bowiem konserwatystą i materialistą zarazem – jak czegoś nie posiadam “fizycznie”, to ciężko mi uwierzyć, że naprawdę to mam. Dziwne słowa, jak na programistę, być może, ale jednak – to, co na dysku to nie to samo, co na półce. Kolekcjonuję przeżycia, jakie dają mi gry – a obecność pudełek z przebytych światów i doświadczonych przygód na przeznaczonych do tego miejscach sprawia, że nigdy tych przeżyć nie zapominam. Podobnie zresztą mam z filmami i, rzecz jasna, książkami (tutaj jest o tyle prościej, że komfort czytania e-booków jest co najmniej dużo niższy od czytania ‘z kartki’).
Do mojej niechęci dochodzi sporo innych czynników. Chociażby kontrola i podporządkowanie przez dystrybutora tego, co z grą mogę robić. Poczynając od przymusowych aktualizacji (mających czasem po kilka GB!) czy konieczności posiadania ciągłego połączenia z Internetem do odpalenia gry. Ponadto, ściąganie gier wymaga szybkich łączy, jeśli nie chce się czekać zbyt długo na rozpoczęcie zabawy. I wreszcie – serwery dystrybutorów nie zawsze wytrzymują natłok graczy, uniemożliwiając pobranie tytułu czy uruchomienie go! Wszystkie wymienione problemy są autentycznymi przykładami wziętymi z lidera tego sposobu dystrybucji, tj. Steam’a firmy Valve.
Rynek – zwłaszcza w USA – mówi jednak co innego (także ze względów finansowych – dla Polaków gry cyfrowe, bez pudełek, płyt, instrukcji etc. są zwykle droższe od wersji dostępnych fizycznie, tymczasem w Stanach wygląda to tak, jak wyglądać powinno) i panuje wielki rozwój w tej kwestii. Jednym z jej przejawów jest zapowiedź absolutnie rewolucyjnej usługi OnLive, jaka została przedstawiona dzisiaj w czeluściach Internetu – i jest to jeden z niewielu tematów, w którym nawet prasa nie wyraża przesady.
Bowiem OnLive opierać się ma na uruchamianiu gier na serwerach, a następnie przesyłaniu sygnału do komputera/telewizora klienta za pomocą odpowiedniego urządzenia. Podobno projekt prowadzony jest od 7-u lat i zdoła być w jakiś sposób przeprowadzony efektywnie. Oczywiście, jeśli nie jest tylko bujdą i ambitnym żartem primaaprilisowym.
Tym niemniej, projekt jest bardzo obiecujący – koszt małej przystawki i abonamentu, a potem wypożyczania gier powinien być znacznie bardziej opłacalny od upgrade’owania komputera czy kupowania kolejnych konsol. Także naprawdę zapowiada się rewolucja – tylko wówczas już stracimy całkowitą kontrolę nad tym, “co i jak” z naszą grą, będziemy musieli święcie ufać firmie, która udostępnia nam swoje serwery, a o pudełkach na półce już na pewno możemy zapomnieć.
Gry, Kultura 3 Komentarze
4
Krótka notka informacyjna.
Co raczej nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, blog to obecnie “Kultura XXI wieku według mojego spojrzenia” – co takie blabla oznacza? Ano to, że trzeba nastawić się na większą ilość recenzji itp. pierdółek związanych z “contentem“, a mniej programowania czy opisu tego, co się dzieje w sieci – co zresztą nikogo nie powinno dziwić, bo już od dawna takie wpisy pojawiały się sporadycznie, ten post jest tylko potwierdzeniem małych zmian. Żeby nie było jednak zbyt ponuro, wspomniane wyżej materiały z pewnością będą się jeszcze pojawiać – ale dodatkowo, tak jak wszystko inne, co przyjdzie mi do głowy.
A ja się skupię na opisywaniu tego, co mnie kręci, przemyśleniach na tematy około-artystyczne, a także… wrzucaniu własnych projektów. Jeszcze chwila i startuje (w końcu) nowa podstrona dRaiser’s hw.
PS: Bez strachu – będę unikał zbyt często dużych tekstów, postaram się też umieszczać trochę “czasoumilaczy”, a nie tylko poważnych recek recenzji. Aby tylko było więcej czasu i wyspania… Ech, uroki klasy maturalnej.
PPS: Powoli rezygnuję z używania w szerszych, internetowych kręgach mojego wysłużonego nicka (mowa oczywiście o dRaiserze) – i nie, nie mam nowej alternatywy, za to będzie częściej widać moje nazwisko w sieci. I oczywiście robala, chyba że jednak zdecyduję się na jakieś zdjęcie profilowe.
General 4 Komentarze
5
Tagi: Gry

Ubisoft bardzo godnie odrodził klasyczną serię platformówek o Księciu w ostatnich latach wspaniałą trylogią, na którą składały się Piaski Czasu, Dusza Wojownika i Dwa Trony. Po wielkim sukcesie i zachwycie graczy nie mogło nie być mowy o kolejnych inicjatywach, mających na celu przedstawienie gier z ‘duchem’ dzieła Jordana Mechnera. I oto mamy – nazwaną po prostu Prince of Persia – prawdziwą, komputerową baśń.
Wykreowany na rzecz nowej gry bohater jest zupełnie inną postacią niż te, którymi kierowaliśmy dotychczas – zacznijmy chociażby od tego, że Książę to tylko jego przydomek, a on sam na wet nie jest synem władcy Persji (a przynajmniej nic na ten temat nam nie wiadomo), ale rabusiem grobowców i ogólnie człowiekiem dość lekkiego ducha. Ale właśnie jemu przypada pomóc w ratowaniu upadającego królestwa chyba najwspanialszej kobiecie, jaką widziałem w grach komputerowych – Elice. Wcieleniu piękna i uroku, która to z kolei jest księżniczką w opałach – jej ojciec oddał swoją duszę i ciało złemu bogu Arymanowi, a ona jest jedyną osobą, która jest w stanie uratować ich dom.
Skaczemy!
Gra jest przedstawicielem dość klasycznego gatunku, jakim są platformery 3D, ale jednocześnie ubrana jest w tzw. ‘next-genowe’ ciuszki, dzięki czemu jest jedną z najprzyjemniejszych przedstawicieli tego tytułu, wypisz-wymaluj: tytuł dla każdego. Chociaż nie jest to na pewno casual, ale pełnoprawna gra, to jej obsługa nie sprawia najmniejszego problemu – jako Książę skaczemy po sypiących się kamieniach, biegamy po ścianach, latamy tu i tam, a wszystko to wykonujemy wciskaniem bez pośpiechu, za to w odpowiednich momentach, klawiszy bądź machaniem gałkami. Za ‘części ciała’, jakich używamy, odpowiadają ustalone przyciski – jeden za nogi, inny za rękę ‘zwykłą’, jeszcze inny za tą drugą, z kamienną rękawicą, która w jakimś stopniu wyjaśnia, jakim cudem Książę robi to, co robi. Wprawdzie już od dłuższego czasu takie tytuły jak PoP testuję na kontrolerze, to wydaje mi się, że gra jest na tyle przyjazna, że nawet gra na tandemie klawiatura i mysz, czy samej klawiaturze, nie sprawiałaby nikomu większych problemów.
A to ważne, gdyż poza wspomnianymi wcześniej skokami czy bieganiem po ścianach w nowym PoP także latamy, teleportujemy się, biegamy nie zwracając uwagi na grawitację korzystając ze specjalnych płyt mocy, które są jednym z przejawów potęgi dobrego boga, dla którego toczymy całą walkę, a uruchamiane są przez Elikę. Owa urocza osóbka z jakichś powodów dostała od wspomnianego władcy niebios – Ormazda – siłę, która umożliwia jej używanie niczego innego, jak magii. Ta magia pomaga w wędrówce przez podbite przez Arymana królestwo zarówno w dalekich skokach, używaniu płyt, jak i w ratowaniu życia – w tej grze Książę nigdy nie umiera, bo zawsze czeka na niego gotowa do wyciągnięcia ręka Eliki.
Walczymy!
Wprawdzie w platformówkach walka nie jest jednym z najważniejszych elementów, w każdym tytule z serii była widoczna i dawała masę frajdy. Śmiem twierdzić, że w nowym PoP zrealizowana jest wręcz doskonale – w trakcie gry toczymy pojedynki w systemie dwoje na jednego, a one same są niezwykle wręcz efektowne i atrakcyjne. Polegają w jeszcze większym stopniu niż skakanie po świecie na wciskaniu odpowiednich klawiszy w pasujących momentach – Książę siecze mieczem, chwyta wrogów swoją tajemniczą rękawicą, prosi o pomoc Elikę czy robi zwinne uniki efektywnie tylko wtedy, gdy mamy wyczucie czasu i potrafimy wykorzystać dostępne nam środki w odpowiednich chwilach. Zabawę urozmaicają znane z kilku nowszych konsolowych hitów, tzw. ‘Quick Time Events’, które polegają na oglądaniu mini-scenek, których zakończenie (na przykład to, czy wróg, czy Książę zostanie zepchnięty ze skarpy) zależy od tego, czy wciśniemy konkretny klawisz w wybranym przez grę momencie.
W grze nie jest obecnych wiele rodzajów monstrów, ale nie jest to jej wadą – dzięki temu każdy z nich ma rozbudowaną historię i jest wyraźnie zarysowany. Wskutek tego rozwiązania z głównymi przeciwnikami w PoP walczymy po kilka razy, jednak każdy pojedynek różni się od poprzedniego, a my mamy coraz więcej powodów, by ostatecznie wykurzyć ze świata tą konkretną bestię.
Rozmawiamy!
Bardzo ważnym elementem gry są relacje pomiędzy Księciem, a Eliką. Dawno nie widziałem platformówki, w której byłoby tyle gadania (w większości opcjonalnego, ale szkoda jest je tracić). Poza wyjaśnianiem mniej czy bardziej mrocznych meandrów fabuły, bohaterowie poznają się nawzajem, z czego wynikają bardzo zabawne dialogi. Książę to prawdziwy zawiadiaka, nie bojący się niczego, można powiedzieć, że cwaniak, który zawsze i wszędzie sobie poradzi. Tymczasem księżniczka, chociaż pochodzi z pięknego królestwa i jest delikatną osobą, nie daje sobie w kaszę dmuchać, dzięki czemu ich rozmowy są naprawdę rewelacyjne i budzą wiele uśmiechów. Dokładne przedstawienie głównych postaci jest jednym z największych plusów tej gry.
Podziwiamy!
Gra zrealizowana jest z wykorzystaniem technologii cell-shading, co sprawia, że cały świat i występujące w nim postacie wyglądają trochę jakby wyjęte z komiksu czy kreskówki – ale jednak w znacznie mniejszym stopniu niż w było to widoczne np. w klasycznym tytule XIII, dzięki czemu Elika jest piękna, Książę przystojny, pomimo że mają pogrubione kontury i przebywają w bardzo kolorowym świecie. Oprawa gry jest wprost bajeczna – niejednokrotnie zachwycałem się widoczkami czy modelami, jakie miałem szczęście widzieć. Szczytem są ‘next-genowe’ efekty, takie jak rozmaite rozmycia, machania kamery etc, które znakomicie urozmaicają rozgrywkę.

Czym jest nowy Książę Persji?
Nowy PoP to piękna i poruszająca baśń, przeniesiona w doskonały sposób na nasze monitory czy telewizory. Jest świetnym tytułem, przeznaczonym zarówno dla doświadczonych, jak i początkujących graczy, dzięki temu, że nie jest jej zadaniem frustrowanie, ale dawanie przyjemności. Ma w sobie świetnie przedstawione postacie, bywa zarówno zabawna, jak i przybijająca, jak każda dobra historia.
Oceną, jaką grze wystawię, będzie 9/10. Bo chociaż jest naprawdę cudowną i bajeczną grą, to jeden punkt muszę odjąć za schematyczność rozgrywki, bo chociaż jest to uzasadnione fabularnie, to czasami potrafi lekko znużyć. Tym niemniej każdy gracz powinien ten tytuł kupić, zwłaszcza że jest obecny na bardzo wiele liczących się platform. A ja zacieram ręce na następnego Księcia, którego przedstawi nam Ubisoft.
Film, Gry, Kultura 5 Komentarze
6
Tagi: anime,
gits

Już pierwszy Duch w pancerzu przedstawił się mi jako niezwykle ambitny, skłaniający do myślenia anime. Wydawać by się mogło, że kolejny film traktujący na temat potężnych cyborgów androidów działających dla rządu w świecie przyszłości nie może być odmienny od reszty, a jednak. Poprzez skupienie się nie tylko na samych zadaniach i akcji, ale przede wszystkim na przemyśleniach nad moralnością i odwiecznymi pytaniami takimi jak „czym jest życie” opracowane na podstawie mangi Masamune Shirow dzieło jest naprawdę niesamowite.
GITS2: Innocence (ang. niewinność) to druga część opowieści, zakończonej między innymi zniknięciem najbardziej zagubionej egzystencjalistycznie postaci, major Motoko Kusanagi (w jakich okolicznościach i dlaczego zniknęła, oczywiście nie zdradzę). Tym razem głównymi bohaterami jest cyborg android Bateau (były współpracownik major z Sekcji 9) i towarzyszący mu w akcjach w większej części ludzki policjant Togusa, którzy razem mają odkryć, co stoi za zabójstwami przeprowadzanymi przez wprowadzane na rynek androidy cyborgi „do towarzystwa”. Bo w tej sprawie wyraźnie widać jakieś drugie dno… Obaj bohaterowie nie wiedzą, dokąd całe śledztwo ich doprowadzi i jak bardzo zdarzenia, które będą miały miejsce, będą na nich oddziaływały.
Poza naprawdę niesamowitą fabułą i akcją tytuł zwrócił na mnie uwagę graficznie – jest to pierwsze anime, w którym zauważyłem totalną syntezę klasycznych animacji 2D i efektów trójwymiarowych, na każdym etapie. Po zastanowieniu i pozachwycaniu się efektami stwierdzam, że zdecydowanie jest to atrakcyjniejsze dla widza, jednak mniejsza niż w wykonywanych „klasycznie” tytułach CG szczegółowość modeli trochę gryzła, poza tym, niestety, po dłuższych scenach trójwymiarowych postacie wydawały mi się nienaturalnie płaskie. Tym niemniej technika robi ogromne wrażenie, zwłaszcza że miałem przyjemność oglądać film w rozdzielczości 1080p.
GITS, GITS2 a zapewne też serial GITS: SAC to moim zdaniem absolutne klasyki gatunku anime. Niesamowity, mroczny i ponury świat przyszłości, wiele odwołań do antycznych filozofów czy Biblii, wszechobecna mistyka i trudne pytania, jakie zadają przekonuje mnie, że to nie jest jedna z wielu bajeczek, ale próba zastanowienia się nad czymś zdecydowanie głębszym. Mam tylko jedno zastrzeżenie co do GITS’ów – miejscami bywają wręcz nudne, gdyż akcja jest tutaj prowadzona spokojnie, bez pośpiechu, każda scena, każda ważna barwa jest dokładnie zarysowana. Taka jest jednak ich specyfika i zdecydowanie zachęcam każdego do obejrzenia.
Film 6 Komentarze
+
Tagi: g2bp

Obstawiajcie. A ja pomyślę nad skanerem ;)
Komiks Dodaj komentarz