8
Tagi: absurd,
General,
Sprzęt,
świat
Drugim etapem po zakupie komputera miał być wybór nowych, porządnych peryferii – tj. myszki i klawiatury. O ile z tą pierwszą nie musiałem się męczyć – sprawiłem sobie świetnego Razer Diamondback’a 3G i jestem bardzo zadowolony – to z tą drugą miałem (i mam) bardzo dużo problemów. Branymi pod uwagę cechami miały być: porządna marka, względna niskość klawiszy, ładny wygląd. Niestety, ładnych i niebudżetowych modeli niskoprofilowych po prostu nie ma, więc zdecydowałem się na kupno klawiatury Logitech Media Keyboard 600 – z nadzieją, że jakoś się przyzwyczaję.

Tutaj miałem pierwszy zgrzyt – nigdzie w Warszawie nie mogłem odnaleźć sklepu, który oferowałby w/w klawiaturę z układem klawiszy z normalnym, podłużnym Shiftem, bo ten skrócony to dziwaczny wymysł. Poszukałem, poszukałem i odnalazłem jednak taki produkt – w małym sklepiku Lorien. Specjalnie napisałem maila do konsultanta owego sklepu, aby uzyskać potwierdzenie, że klawiatura ma taki układ. Jako że dostałem odpowiedź twierdzącą, pojechałem, pogubiłem się trochę, ale znalazłem mieszczący się na ulicy Ptasiej 2 salonik. Niestety, okazało się, że jednak jedyny dostępny w sklepie model tej klawiatury to oczywiście wszędzie dostępny ten z króciutkim shiftem. Ale że było późno, a ja byłem zmęczony szukaniem i chciałem już mieć zakup z głowy, dokonałem transakcji i zadowolony czy nie, wróciłem do domu.
Po dniu użytkowania nastąpił następny zgrzyt – klawiatura okazała się być dla mnie pieprznie niewygodna (podejrzewam, że z powodu b. wysokiego profilu i dziwacznemu kształtowi klawiszy), a na dodatek głośna. Podkreślę, że nie wykryłem tego przy pobieżnej zabawie ze sprzętem w sklepie.
Rozczarowany zdecydowałem się oddać produkt (był to drugi dzień po zakupie), jako że każdemu kupującemu zgodnie z polskim prawem przysługuje 7 dni testowych, podczas których może bez podania przyczyn zwrócić zakup. Wybrałem się do sklepu (znów trochę klucząc – sklep Lorien, chociaż położony nieopodal Centrum/Złotych Tarasów jest ciężki do trafienia korzystając z usług komunikacji miejskiej), gdzie niechętna pani skierowała mnie do serwisu, by określić stan przedmiotu.
Tam inny pan, wydawałoby się trochę mniej niechętny, bo nawet polecający modele bardziej odpowiadające moim gustem, począł oglądać klawiaturę… Jako że nic nie znalazł, złapał ją pod światło i oddał mi, mówiąc, że dostrzega małe ryski i on jest przeciwny zwrotowi. Zazdroszczę sokolego wzroku, bo ja niczego się nie dopatrzyłem. Wybrałem się z powrotem do głównego pomieszczenia sklepu, ale tam powiedzieli, że skoro produkt jest uszkodzony, to oni nic nie poradzą. I tyle było z rozmowy.
Moja rada na na przyszłość:
- nie kupować ŻADNEGO droższego niż 10 zł produktu elektronicznego w małych sklepach, zwłaszcza takich jak “Lorien”;
A sam nie jestem może bardzo zaskoczony, ale wciąż zniesmaczony polskimi serwisami. Czy to w opowieściach o iSpotach, które diametrialnie różnią się obsługą od odpowiedników zagranicznych, czy to po własnych przeżyciach z Saturnem (szkoda gadać) i w/w Lorienem jestem naprawdę zdziwiony, dlaczego przy reklamacji produktów dużych i porządnych przecież firm są takie trudności. Próbując zwrócić produkt zawsze jest się bardzo nielubianym i stojącym na przegranej pozycji, jeśli takie jest “widzi mi się” sprzedawcy. I oczywiście wiem, że to moja wina, bo kupiłem sobie produkt, którego nie przetestowałem przedtem, ale nie miałem takiej możliwości. I dlatego też są te różne rozporządzenia dla konsumentów. Ale jak widać, to tylko puste literki na nic nie znaczących papierach. Ech…
Myślę teraz nad zainwestowaniem ~230 zł w klawiaturę Razera, model Lycosa. Może kupując produkt tej klasy, będę miał spokój. Co o niej sądzicie?
I jest być może ktoś chętny do zakupu świetnej klawiatury Logitech Media Keyboard 600, z 2-letnią gwarancją, używaną jeden dzień? Okazja :)
Inne, Przemyślenia, Sprzęt 8 Komentarze
+
Tagi: absurd,
apolitycznie,
Fun,
majewski,
wiedźmin
Kampania wyborcza trwa pełną parą, same wybory się zbliżają, a biedny naród nie wie na kogo głosować. Ja się cieszę tym, że jeszcze nie mam możliwości, bo naprawdę, nie wiem kogo mógłbym wybrać… Powiedzieć, że żaden z kandydatów nie budzi mojego zaufania, to byłoby za dużo. Są jednak ludzie, którzy wykorzystują aktualną okazję do tego, aby się pośmiać – prowadząc absurdalne kampanie dla takich partii jak ĘĄ Ędwarda Ąckiego (Szymon Majewski), który w tę sobotę w Warszawie zamierza “prać polskie brudy” (może wpadnę, brzmi ciekawie :D), czy… wiedźmina Geralta. Tak, wypromowana przez nadchodzącą grę CDP Red słynna postać powieści Andrzeja Sapkowskiego startuje w wyborach – jego partia ma prostą nazwę “Geralt“. Polecam zalecać się z jego programem, być może to właśnie on może wznieść Polskę na wyżyny?
Program Geralta:
- Eliminacja wszelkiego zła i transformacja Polski w raj dla wszystkich
- Walka z zalewem imperialistycznych bohaterów: SpiderManem, Batmanem, Harrym Potterem i Shrekiem
- Wyeliminowanie wszystkich możliwych układów, w tym scalonych

- Odebranie majątku bogaczom – wszystko dla wszystkich!
- Wyeliminowanie innych poglądów niż moje
I radzę nie załamywać się tym, co się w Polsce dzieje, tylko patrzeć na to przymrużonym okiem ;)
Inne, Web Dodaj komentarz
2
Tagi: absurd,
Internet
I mamy kolejny przypadek – blogerka Jessica Carr, pracownica firmy Nintendo, została wyrzucona z pracy za prowadzenie bloga, a konkretniej za wpisy dotyczące jej pracodawcy i warunków pracy w firmie. Byłoby to śmieszne, gdyby nie to, że to już kolejna taka sprawa.
Blogowanie staje się coraz bardziej powszechne. Blogują politycy, prezenterzy telewizyjni, gwiazdy ekranu, wreszcie zwyczajni ludzie. Blogują, bo jest to możliwość wyrażania swoich przemyśleń – bez strachu, bez cenzury. Dotychczas dzienniki internetowe uważane były za całkowicie anonimowe i dzięki temu wiele ludzi pisało w nich artykuły – a więc pracowało jako dziennikarz, tyle że na własne życzenie. Zwracali uwagę na to, co ich drażni, nawet na swoich pracodawców czy tym podobne sprawy, których zwyczajni reporterzy poruszać nie mogą. Teraz się okazuje, że nie, blogerzy też nie mogą. Nie ma już pisania “z ukrycia”, nikogo nie obchodzi, że taka jest rola “internetowego pamiętnika” – nie ma wolności słowa. Czyli, doliczając też ostatnie absurdalne decyzje w sejmie na temat rejestracji blogów, bloger staje się dziennikarzem. Zwyczajnym dziennikarzem.
Wciąż nie jest to jednak robota popłatna (pomijam zarabianie na reklamach czy serwisy w rodzaju krytyków.pl, bo ten pierwszy ciężko uznać jako płacę za pisanie, a ten drugi to świeży, dopiero testowany pomysł), a co za tym idzie – nie można tego nazwać zawodem.
Więc mamy gorzej. Bo ograniczenia mamy jak “prawdziwy” dziennikarz – a może nawet większe, bo on może (a nawet powinien) bez strachu komentować otaczającą go rzeczywistość (może poza najbliższą – ale to była ta bariera, którą przebić umożliwiało blogowanie), bo za to mu płacą. Tymczasem bloger to zwykle ktoś, kto się uczy bądź pracuje w miejscu zupełnie niezwiązanym z jego pisaniną – wskutek tego to, jak długo popracuje jest uzależnione od tego, jaką dawkę cenzury sobie zaserwuje…
Przemyślenia, Web 2 Komentarze
+
Tagi: absurd,
Fun,
Youtube
Z The Misheard Lyrics spotkałem się jakiś czas temu, gdy dorwałem przerobiony utwór Nightwisha (“Wishmaster”) – chyba pierwszy z całej serii filmików. Jego założenia były proste – twórcy wyłapywali podobne w brzmieniu do tekstów utworu słowa, a następnie tworzyli własny “teledysk” z ich własnymi treściami. Efekt? Absurdalne teledyski, które podbiły serca publiczności z YouTube. Ja sam przy genialnym “Fishmasterze” roniłem łzy, spazmatycznie łapiąc powietrze – a sam pomysł przyjął się i jest prowadzony przez naprawdę wiele ludzi, czego efektem są spore ilości filmów.
Moi ulubieńcy:
Niepokonany Fishmaster
Numa Numa
Żeby nie zaśmiecać bloga embedami, zapraszam bezpośrednio do YouTube. Warto, kupa śmiechu!
Film, Web Dodaj komentarz
2
Tagi: absurd,
Internet,
neostrada,
telekomunikacja polska,
tp s.a.,
wikipedia
Kilka dni temu Wikipedia podjęła ostrą decyzję przeciwko wandalom (a konkretnie jednemu), którzy rozwalali hasła w encyklopedii “penisowymi” zmianami – zablokowała dostęp dla niezarejestrowanych użytkowników z terytorium Łodzi, którzy mają konta w Neostradzie TP.
Taka decyzja podjęta została, bo zarząd abuse TP S.A. nie reagował aktywnie na listy od Wiki:
Sprawę kilkukrotnie zgłaszali do Telekomunikacji Polskiej administratorzy polskiej Wikipedii – za każdym razem bezskutecznie. Dział CERT zajmujący się tego typu nadużyciami nie odpowiadał na e-maile, w czasie rozmów telefonicznych dało się usłyszeć, że “sprawa jest w toku”.(DI)
W końcu doszło do czynu, jakim konkretnie miało być przyblokowanie Neo aż na siedem miesięcy. Okay, rozumiem – krok poniekąd słuszny.
Ale nie w pełni, cholera. Wkurza mnie, że obrywają tutaj nie ci, których cała afera jest winą – owszem, “penisowy wandal” traci dostęp, ale inni, niewinni użytkownicy sieci z Łodzi, których jest cała masa, też. Przepraszam, ale gdzie tu logika? To wszystko oczywiście wina “milczącego” działu abuse TP S.A., ale to nie zmienia faktu, że takie rozwiązanie jest połowiczne – i niepotrzebnie drastyczne.
Podchodzi wręcz po dyskryminację – “jesteście gorsi, bo macie publiczne IP” – ale co tu winni są użytkownicy? Że im się taka oferta opłacała? No litości…
W końcu wszystko skończyło się dobrze – Telekomunikacja zareagowała, udzieliła ostrzeżenia wandalowi, a użytkownikom dostęp do edycji artykułów przywrócono.
Tym niemniej nie rokuje to dobrze na przyszłość. Bo co będzie dalej? Raz użyte działanie może być wykorzystane znowu już bez “szumu” – bo to już było. I blokowanie użytkowników TP stanie się normalnym działaniem na walkę z pojedynczymi wandalami. Słodko…
Dyskusja na blogu Piotra Koniecznego
Artykuły na Dzienniku Internautów – zablokowanie i odblokowanie.
Przemyślenia, Web 2 Komentarze