+
Tagi: avatar,
awatar,
cameron,
Film,
imax
Wpis sponsorowany – już dzisiaj o godzinie 21 macie okazję porozmawiać na chacie ze wspomnianym w ostatnim wpisie “magikiem od filmów 3D”, który pracował przy “Awatarze”. Z pewnością może on przekazać wiele ciekawych informacji odnośnie techniki kreowania obrazów “prawdziwie 3D”, różnic pomiędzy nią a “zwyczajnymi” efektami specjalnymi. Pamiętajmy w końcu, że dzisiejsze filmy pokazywane w IMAXie to już nie tylko kilka planów obrazu, ale wielopoziomowa głębia, dzięki której widz naprawdę może poczuć się jak “w obrazie”. Ciekaw jestem, jak to wygląda w “Awatarze”, bo dotychczas – w filmach, które widziałem podczas seansu trójwymiarowego – był to zwykle albo mały dodatek (niewykorzystany w pełni), albo prezentacja samych możliwości techniki.
Chat odbędzie się na odpowiedniej podstronie kina IMAX. Zadawajcie pytania – autorzy najciekawszych mogą dostać wejściówki na przedpremierowy seans filmu, który odbędzie się już jutro.
Film, Kultura Dodaj komentarz
3
Tagi: avatar,
awatar,
cameron,
Film,
imax
Wpis sponsorowany – dotychczas takich unikałem, bo nie otrzymałem wcześniej propozycji, która w pełni byłaby związana z moimi zainteresowaniami, a co za tym idzie, tematyką “kulturową” tego bloga. Ale to się zmieniło, dlatego chciałbym uprzejmie ogłosić, że pozwoliłem sobie sprzedać trzy wpisy na tej stronie w zamian za zaproszenie na pokaz filmu “Awatar” w IMAX-ie i odpowiednie wynagrodzenie – i tak tę wielką superprodukcję Camerona musiałbym zobaczyć, więc bardzo przyjemnie się złożyło. Jednym z elementów programu jest opisanie wspomnianego filmu po seansie – ale chyba nikt nie wątpi w to, że i tak bym to zrobił. :)
Dodatkowo zostałem zobligowany do poinformowania Was o całkiem ciekawej inicjatywie, jaką jest chat z magikiem od filmów 3D, który pracował przy “Awatarze”, który odbędzie się w poniedziałek 21 grudnia o godzinie 21:00. Więcej informacji o tej inicjatywie można znaleźć na witrynie IMAX‘a, temat niebieskich ludzików jeszcze powróci. Co najmniej dwukrotnie. ;-)
Film, Kultura 3 Komentarze
2
Tagi: Film,
Komiks,
wolverine,
x-men
Uwaga: Tekst zawiera ograniczone ilości spoilerów, nie powinny nikomu (zwłaszcza obeznanego z komiksami) zepsuć oglądania filmu, jednak jeśli ktoś nie toleruje zdradzania fabuły w żaden sposób, to lojalnie ostrzegam.

Marvel to firma z klasą. Po wielu latach walki z DC to oni zdołali naprawdę wyśmienicie odświeżyć swoje serie, wprowadzając linię Ultimate. Ponadto z hukiem weszli do Hollywoodu, wydając nowe adaptacje filmowe, które odnosiły praktycznie same sukcesy. Jako przykłady można wymienić Spider-Mana, cykl X-Men czy film Iron Man, które to pomimo całkiem sporych odstępstw od “kanonowej” linii fabularnej zdołały przypaść do gustu nawet ortodoksyjnym fanom (no dobra, tu być może jestem nazbyt optymistycznie nastawiony).
Obecnie w kinach można obejrzeć film zatytułowany “X-Men Origins: Wolverine” (w polskim tłumaczeniu artystycznie podmiono ‘Origins’ na ‘Geneza’), który, jak można łatwo wywnioskować, ma za zadanie opisać początki chyba najpopularniejszego z X-Menów, czyli właśnie Rosomaka.
Od razu przyznam się, że filmowa adaptacji postaci Logana przypadła mi do gustu. Bohater z bogatej rodziny żyje sobie w spokoju, aż dochodzi do tragedii i Wolvie wraz z bratem odkrywają w sobie utajnione moce – są mutantami, którym po części bliżej do zwierząt, niż ludzi. Jako wyrzutkowie dostają się do szeregów amerykańskiej armii, początkowo po prostu walcząc jako swojego rodzaju elitarne jednostki, następnie zaś wchodzą w skład grupy złożonej tylko z mutantów, przeznaczonej do zadań specjalnych – czyli głównie najtrudniejszych egzekucji. Przedstawienie bojowych przeżyć z najważniejszych bitew ludzkości od czasu narodzin obu braci, to sceny, które mogą się podobać najbardziej z całego filmu.
Po kolejnym zleconym morderstwie Logan stwierdza, że nie może dalej uczestniczyć w tym okrucieństwie – odchodzi, by zamieszkać w swojej ukochanej Kanadzie, nawet znalawszy parę dla siebie.
Oczywiście, w pewnym momencie sielanka zostaje przerwana, a Wolverine przystępuje do doskonale znanej każdemu fanowi Marvela życiowej przemiany, by wreszcie wyruszyć w świat w poszukiwaniu zemsty.
Cała historia jest w sporej części zgodna z kanonem komiksowym, a dodatkowo przedstawiona jest bardzo atrakcyjnie. Film przekazuje portret Rosomaka nie jako zgorzkniałego, starego twardziela, który widział już wszystko, ale człowieka, którego życiem targają same tragedie.

Trzeba jednak zarzucić filmowi, że scenarzyści próbowali najwyraźniej wcisnąć do niego aż za dużo materiału – to, co przedstawiłem, jest w zasadzie tylko rozbudowanym wstępem, a gdy dochodzi do prawdziwej akcji, to zasuwa ona naprawdę szybkim tempem. Nazbyt prędkim – trochę wątków zostało dość dramatycznie skróconych bądź/i uproszczonych. Mimo wszystko, fabuła daje radę, nawet jest ładnie zespolona z kinowymi X-Men.
Jeśli chodzi o grę aktorską i efekty specjalne, to w zasadzie nie mam zastrzeżeń – chociaż Hugh Jackman nie jest według mnie idealnym odtwórcą roli Wolviego, to wczuł się w niego i robi to dobrze. Reszta obsady, tak jak i efekty specjalne, też nie zawodzą, nic nie jest kiczowate, a szpony Logana sprawiają naprawdę potężne i groźne wrażenie.
Cały film jest dobrą rozrywką – szybką, efektowną, ale też na tyle rozbudowaną fabularnie, że osoby nieobeznane z uniwersum Marvela mogą się weń pogubić. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach filmu (jeśli takowe powstaną, bo nie jestem pewien, jakie są założenia cyklu Origins) akcja będzie toczyła się wolniej i mniej wielowątkowo, a co za tym idzie, też trochę sensowniej.
Z perspektywy fana marvelowskiego uniwersum i postaci Rosomaka - polecam. “Wolverine” to przyjemny kawał rozbudowanego kina akcji. Można było go zrobić trochę lepiej, ale mimo wszystko to kolejna udana adaptacja komiksu.
Film, Kultura 2 Komentarze
+
Tagi: anime,
content,
Film,
Gry,
Komiks,
serial
Bardzo skrótowo, ponieważ nie mogę się odnaleźć ostatnio przy jakiejkolwiek robocie, za to staram się zmuszać do jakiejś pracy nad maturą, co idzie bardzo topornie. Mimo wszystko jednak zaliczam kolejny content taki czy owaki – naskrobię więc cokolwiek na temat tego, co działa na mnie pozytywnie.
Samurai Champloo
Swego czasu zawitałem do Saturna i natchniony nagłą myślą postanowiłem sprawić sobie prezent w postaci jakiegoś anime. Jak to bywa, znajdowałem same materiały w odcinkach, postanowiłem więc zerknąć na intrygujące “połączenie kina samurajskiego i hip-hopu”, czyli właśnie Samurai Champloo. Jest to historia dwóch roninów, którzy są wręcz niepokonani w walce i wędrując po świecie w poszukiwaniu godnego przeciwnika, spotkali nawzajem siebie i… młodą kobietę, której życiowym celem jest odnalezienie “samuraja pachnącego jak słoneczniki”. Bohaterowie wskutek pewnych perypetii podróżują razem, ale że są bardzo burzliwi postaciami, co chwila przydarza się im jakaś mniej bądź bardziej niebezpieczna przygoda. Zdecydowanie nie żałuję wydanych 40 zł – świetne rysunki, ciekawa (choć nie jakaś wyjątkowa) fabuła pełna humoru (choć okraszona też lekką dawką smutku) i niekonwencjonalne przedstawienie akcji sprawia, że na pewno sprawię sobie następne odcinki.
Perfect Blue
Kolejne anime, tym razem jest to jednoczęściowy film, przy tym dość stary. Opowiada on historię młodej piosenkarki (pop-gwiazdy), która postanawia rozpocząć karierę aktorki. Sprawy się komplikują, gdy ktoś zaczyna w ramach szydzenia z niej zabijać osoby z jej otoczenia. Anime jest naprawdę poruszające i byłem szczerze zaskoczony, gdy doszło do punktu kulminacyjnego. Do obowiązkowego zaliczenia dla każdego otaku.
Piąty Element
Oczywiście, tego świetnego filmu nie oglądałem po raz pierwszy w życiu – ale jednak teraz zwróciłem nań większą uwagę niż kiedykolwiek. I zostałem urzeczony – historia kosmitki Leeloo na Ziemi przyszłości jest absolutnie wzruszająca. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że Leeloo grała Milla Jovovich, którą od czasu roli w Resident Evil po prostu uwielbiam (co jest dla mnie ewenementem, jeśli chodzi o aktorów).
Zmierzch
Podobno jest to już hit, więc nie będę się rozpisywał – książki nie czytałem, za to obejrzałem film. I stwierdzam, że nawet dziś potrafią nakręcić dobre produkcje kinowe :) Dość mroczna, ale i romantyczna historia dziewczyny zakochanej w wampirze, cudowny i poniekąd senny klimat filmu, urocza główna bohaterka – wszystko to zdecydowanie na plus. Chociaż nie jest to nazbyt ambitne, to zachęciło mnie do przeczytania książki (w planach…).
The Office
Jeśli oglądam już jakieś seriale, to w zdecydowanej przewadze te amerykańskie. Zaliczyłem Prisona czy Gotowe na wszystko, teraz do listy doszło Biuro. Na podstawie brytyjskiego scenariusza (2 pierwsze sezony), bardzo dowcipne i intrygujące. Przy tym specyficzne, ale bez wątpienia świetne.
Wartości Rodzinne
Komiks narysowany przez Śledzia – czy trzeba mówić coś więcej? Kompletnie porypany styl rysunkowy i podobnie wykreowana fabuła – pod którą jednak kryje się o wiele więcej, niż na pierwszy rzut oka. Ja jeszcze nie wiem co, ale… Jezus żyjący “pod kloszem” Idealnej Rodziny? Czemu nie!
Assassin’s Creed
I na koniec growo. Assassin to gra potępiona przez branżę i to nie bez przyczyny – nie znam lepszego przykładu marnowania własnego potencjału. Gra opowiada historię zabójcy z czasów średniowiecza, który utraciwszy łaski w bractwie Asasynów próbuje je odzyskać, wykonując kolejne zlecenia. I wspomniane zlecenia są zarówno tym, co w grze najlepsze, jak i najgorsze. Polegają one na przeprowadzeniu śledztwa (wykorzystując wiele danych nam przez twórców sposobów), dotarciu do celu, eliminacji, a następnie ucieczki. A wszystko to w otoczce wyciągania wspomnień zapisanych w genach. Wszystko byłoby pięknie, gdyby gra nie była tak pieprznie monotonna… W zasadzie po pierwszym zabójstwie znamy już cały model rozgrywki. Mimo wszystko jest to gra po prostu piękna, a skakanie i mordowanie z ukrycia jest świetnym przeżyciem. Akurat mamy już pierwszy teaser z Assassin’s Creed 2, więc liczę na poprawę od Ubisoftu i wydanie arcydzieła.
…A aktualnie niestety nic nie czytam poza zadaniami maturalnymi, prassówką czy jakimiś pismami, oglądam niewielkie ilości filmów i jeszcze mniejsze anime, a jedynym czego sobie nie odmawiam to genialny Dr House i pewne ilości gier (z naciskiem na resident evil 4, który na każdym kroku chce mnie doprowadzić do palpitacji serca).
To tyle – bardzo chętnie poznam Wasze opinie na temat wymienionych w tekście cudenek, a więcej materiału ode mnie już wkrótce.
Film, Gry, Komiks, Kultura Dodaj komentarz
+
Tagi: Film
Bycie redaktorem rozmaitych serwisów internetowych – w moim przypadku Strefy RPG – owocuje rozmaitymi profitami, jak na przykład darmowych wejściówkami na przedpremierowy pokaz filmu – tutaj “Astropia”. Poszedłem do kina zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać, by dostać naprawdę świetny kawał komedii dla, uwaga… graczy RPG! Więc kompletnie niszowe dziełko, ale za to jakie – aluzji, odniesień i innych rozmaitych smaczków do wszelakich produkcji dla geeków jest tu multum, a poziom humoru jest naprawdę dobry.
Tymczasem podlinkuję do opisu na Filmweb, a dnia jutrzejszego wpis ten zostanie uzupełniony o link do mojej recenzji filmu.
Film, Kultura Dodaj komentarz