6
Pęd ku badziewiu
{ 19.04.2008, 10:06 }
Tagi: gsm, telefon
Żyjemy w takich czasach, że nie ma mowy o niekorzystaniu z rozmaitego nowoczesnego sprzętu. To nie ulega najmniejszej wątpliwości i jest proste i oczywiste do zrozumienia – człowiek od początku dziejów korzystał ze wszelkich udogodnień, jakie sobie tworzył, bo w końcu nie wymyślał ich dla samego posiadania idei. I chociaż obecnie niemożliwe jest, by posiadać wszystkie wynalazki (wręcz nie da się wyobrazić sobie czegoś takiego), to widzimy ich wpływ właściwie na każdym kroku. Czy to za sprawą
nowoczesnych komputerów przeróżnej maści, sterowania przez elektronikę w zasadzie wszystkim, co się da i co jest bezpieczne, czy wreszcie przed wszechobecne telefony komórkowe. Jeśli można te urządzenia takimi nazwać.
W dzisiejszych czasach człowiek nieposiadający komórki jest w zasadzie osobą wybrakowaną. Producentom tych sprzętów udało się podbić rynek, w który niegdyś celowali twórcy miniaturowych, podręcznych komputerków Pocket PC (czy, jak kto woli, PDA) – praktycznie wszyscy mają telefony, dzięki czemu są one sprzętem, który umożliwia użytkownikom komunikacją z całym światem, czy śledzenie mediów, niezależnie od miejsca, w jakim ten przebywa. Do czego to prowadzi?
Do tego, że owo urządzenie musi mieć w sobie wszystko, co może być przydatne dla człowieka w danej chwili. Dlatego właśnie w dzisiejszych aparatach montuje się układy imitujące odtwarzacze muzyki, cyfrówki, czy porządne procesory, mające w połączeniu z obecnymi w telefonach zaawansowanymi systemami operacyjnymi za zadanie zapewnić nawet możliwość wykonywania pracy biurowej. Jak dla mnie zmierza to wręcz do wariactwa, za to dla przeciętnego konsumenta są to inicjatywy niesłychanie atrakcyjne – w końcu po co ma nosić ze sobą masę sprzętu, jeśli może posiadać urządzenie wszystko-w-jednym?
Ubytki hardware’u
Szkoda tylko, że ludzie nie dostrzegają drugiej strony medalu. Bo jasne, sama koncepcja jest bardzo atrakcyjna, ale tylko do czasu, aż dogłębniej się nad tym zastanowimy. Zacznijmy od rozmiarów urządzenia – komórki im mniejsze i cieńsze, tym lepsze, co oczywiste – nikt nie będzie nosił w kieszeni kolosa, nawet jeśli ten miałby w sobie automat do kawy. To sprawia, że wszystkie wmontowywane układy muszą być bardzo pomniejszane, by dało się wszystko ścisnąć do kupy – a niestety prawda jest taka, że niektórych rzeczy nie da się pomniejszyć. O przepraszam, da, ale tracąc bardzo dużo na jakości. Wiemy, że każdy laptop zawsze będzie miał znacznie gorsze osiągi od stacjonarnego komputera dostępnego za tą samą cenę – ta sama zależność jest obecna przy modułach telefonu. O ile chodzi o odtwarzacze muzyczne, to sprawa nie wygląda bardzo źle, bo chociaż nie oferują niestety takiej jakości jak porządne produkty stworzone tylko i wyłącznie do słuchania muzyki, to pozwalają czynić to bez większych zgrzytów. Znacznie gorzej jest za to z, przede wszystkim, aparatami cyfrowymi. Pomimo ogromnemu pędowi co do rozwoju i miniaturyzacji optyki tych urządzeń, po prostu nie ma czysto technicznych możliwości do dobrej jakości zdjęć przy wymaganych w telefonach rozmiarach. I no parasan – nieważne, ile megapikseli ma nasz nowy sprzęt, to choćby najtańsza, za to pełnoprawna cyfrówka zmiażdży go z miejsca. Nie wykluczam jakiegoś przełomu, który by zmienił ten stan rzeczy, ale w chwili obecnej montowane układy nie nadążają za potrzebami nawet amatorskich fotografów. A przecież aparat cyfrowy jest obecny we
właściwie każdym nowym telefonie…
Poruszyłem dopiero czubek góry lodowej. Bo chociaż aparaty i playery w komórkach to w zasadzie jedyne popularniejsze miniaturyzowane i wbudowywane do telefonów sprzęty, to pozostały jeszcze dobrodziejstwa, jakimi raczą nas producenci telefonów w ramach software’u, czyli systemu i aplikacji, jakie są weń dostępne. A są one w oszałamiający sposób coraz bardziej dla mnie zaskakujące, wręcz niewiarygodne – bo przepraszam, ale pakiet Office w telefonie? A to jeden z obecnych na rynku od dość dawna pomysłów, i o dziwo mający się bardzo dobrze. I potrafiłem go zrozumieć, kiedy miał służyć do otwierania dokumentów Worda, Powerpointa etc na telefonie – ale obecne kombajny mają wbudowaną jeszcze klawiaturę QWERTY i w połączeniu z programami aspirują do biura, które zawsze mamy w przy sobie. Myślę, że nie tylko mi wydaje się to śmieszne. A prawda jest bolesna…
Nie tylko hardware…
Następnym zaskakującym softem są chociażby gry, coraz mocniejsze, coraz bardziej rozbudowane, wraz z telefonami. Tutaj powiem tylko, że chociaż jest obecna w nich od dawna grafika 3D, a i one same są coraz atrakcyjniejsze, to próbują mierzyć się z tym, co jest dla nich niedostępne – bo do poziomu konsol takich jak Playstation Portable czy Nintendo DS po prostu nie mają startu, o maszynach stacjonarnych nie mówię. A tymczasem ich twórcy usiłują dostarczać nam tytuły mające naprawdę ambitne w zamyśle założenia, zapominając o tym, że gry w komórkach i tak będą służyły raczej tylko do szybkiego poklikania na przykład podczas jazdy w autobusie, a nie staną się pełnoprawnymi zabieraczami czasu w ramach zabawy chyba nigdy.
Podsumowując, twórcy telefonów próbują upchnąć w swoich małych dziełach jak najwięcej. Ale czym to się kończy? Ogromnymi cenami całego sprzętu. Produkcja takich urządzeń jak aparaty cyfrowe i innych wspomnianych w tekście, nawet wielokrotnie pomniejszanych, jest bardzo kosztowna i wpływa na cenę całego kombajnu. Telefony służące wyłącznie do rozmowy i wysyłania wiadomości kosztują dzisiaj grosze, za to nowe modele oferowane są za ceny rzędu nawet do 2-3 tysięcy złotych. A przypomnę, że wszystko, co jest w nich upakowane, i tak jest znacznie gorsze funkcjonalnie od prawdziwego sprzętu.
Nie będę apelował, nie będę prosił, tylko namawiam do pewnego opamiętania. Bo chociaż nowe, coraz śliczniejsze, coraz mniejsze i coraz wygodniejsze telefony bardzo kuszą, to kuszą nie tym, czym powinny. Producenci rozmaitego sprzętu od dawna próbowali stworzyć sprzęt wszystko-w-jednym, który przyjąłby się na rynku i udało się im to w ramach telefonów komórkowych. Kwestię, czy zostało to wywołane naprawdę porządnym kierunkiem rozwoju, czy tylko ogłupieniem konsumentów poprzez umieszczenie możliwości, które pojedynczo nikogo by nie zainteresowały, polecam rozważyć we własnym sumieniu. Ja wiem tylko, że cudów nie ma i gdy zechcę posłuchać muzyki, wyciągnę swoją empetrójkę, gdy zechcę zrobić zdjęcie, to aparat, a gdy zechcę coś napisać, to siądę do komputera. Bo chociaż próbują mnie przekonać, że to wszystko mogę zrobić za pomocą urządzenia zawierającego wszystkie powyższe funkcje naraz, wiem, ile to jest niestety warte.
A póki świat będzie się dawał na to nabierać, póty nie ma szans, by badziewie stało się chociażby mniej popularne niż jest obecnie.





Stało się – i ja dołączyłem do testów platformy reklamowej przeznaczonej dla blogów i małych serwisów, czyli